Popyt macie. Problem w tym, co dzieje się z nim dalej.
Typowa klinika z aktywnym marketingiem dostaje 200 zapytań miesięcznie - telefon, formularz, Instagram, Booksy. Umawia się 120. Na wizytę dociera 72.
Gdzie znika reszta:
- nikt nie oddzwonił albo odpowiedź przyszła po godzinach - pacjentka wybiera klinikę, która odezwie się pierwsza,
- „luźne” zapisy bez zobowiązania, po których zostaje „to ja się jeszcze odezwę”,
- wizyty bez prawdziwych potwierdzeń - jeden bierny SMS z Booksy to za mało, więc ok. 48 umówionych nie dociera,
- anulacje, których nikt nie odzyskuje.
Licząc ostrożnie: 48 straconych wizyt × 800 zł = około 38 400 zł wyciekające co miesiąc.
To nie jest problem marketingu. Dolewanie leadów do dziurawego wiadra tylko drożej je maskuje.